Niestety wymagania konsumenta stawiane są coraz wyżej i ulegają częstym zmianom, a cykl produkcyjny mieści się w określonych ramach czasowych i szybkie zmiany są trudne do realizacji. Jeszcze do niedawna, czyli do czasu sprzed wybuchu wojny w Ukrainie i jednocześnie wybuchu inflacji, konsumenci oczekiwali zdrowej, żywności o jak najprostszym składzie, bez szeregu konserwantów i polepszaczy, pochodzącej z gospodarstw spełniających wysokie standardy dobrostanu zwierząt. Kupujący zaczęli więc czytać etykiety, zwracać uwagę na pochodzenie i skład produktów wrzucanych do koszyka i co ważne, byli w stanie za żywność wysokiej jakości dużo więcej zapłacić.

W obliczu ostatnich wydarzeń podejście konsumenta zaczęło się zmieniać, owszem dalej chce kupować zdrową żywość pochodzącą od „szczęśliwych zwierząt”, ale poziom akceptacji cenowej w zestawieniu z drożejącą żywnością, uległ wyraźnemu obniżeniu. Prawdopodobnie w wielu przypadkach głównym, o ile nie wyłącznym kryterium zakupowym stała się cena, a trzeba powiedzieć wprost, że produkować w wysokich standardach i za niską cenę po prostu się nie da.

Wszystkie środki do produkcji rolnej drastycznie wzrosły (nawozy, paliwo, środki ochrony roślin, materiał siewny, folie i siatki rolnicze, maszyny i części do maszyn, itp.), co musiało przełożyć się na wzrost cen ostatecznego produktu, który trafia na sklepową półkę. Dalsze oczekiwania podnoszenia standardów produkcji (poprawa dobrostanu zwierząt, produkcja ekologiczna itp.), wiązać się będą z dalszym wzrostem kosztów produkcji, które musiałyby zostać przeniesione na kolejne ogniwa łańcucha produkcyjnego, a więc na przetwórstwo i konsumentów, których kieszenie już są mocno nadwyrężone.

Gdzie leży granica dobrostanu?

Należałoby sobie jeszcze odpowiedzieć na pytanie czy istnieje i gdzie leży granica poprawy standardów produkcji i czy producenci będą w stanie tym wymogom sprostać. Już teraz wielu rolników ma duże problemy z utrzymaniem płynności finansowej w związku z drastycznym wzrostem kosztów produkcji. Istnieje duża grupa producentów, która znacznie ograniczyła w tym roku dawki nawożenia upraw, bądź zupełnie z niego zrezygnowała, gdyż zwyczajnie nie stać ich było na zakup nawozów w cenie niekiedy przekraczającej 5 tys. za tonę. Takie zaniechania w agrotechnice z pewnością nie pozostaną bez konsekwencji i ze względu na niedobory składników pokarmowych spowodują straty w kolejnych sezonach, pogarszając tym samym trudną już sytuację finansową gospodarstw.

Dla kogo ekoschematy?

Realizacja proponowanych ekoschematów w ramach zmian Wspólnej Polityki Rolnej, która jest po części odpowiedzią na oczekiwania konsumenta, będzie wymagała sporej rewolucji w zarządzaniu gospodarstwem, jeżeli będzie się chciało uzyskać dostęp do subwencji. Aby uzyskać dostateczną liczbę punków, zapewniającą maksymalną dopłatę, trzeba będzie zrealizować szereg działań, które niekiedy mogą okazać się bardzo kosztowne.

Przykładem takiego działania może być „zapewnienie zwierzętom przestrzeni bytowej w budynkach gospodarskich zwiększonej w stosunku do minimalnych norm dla danego gatunku o co najmniej 50 proc.”. Taki wymóg, który jest zresztą wysoko punktowany oznaczać będzie konieczność rozbudowy obiektów inwentarskich, aby zmniejszyć obsadę, bądź redukcję pogłowia. Pierwsza opcja to wysokie nakłady, a druga – spadek przychodów. Nasuwa się więc pytanie, czy dopłata zrekompensuje stratę?